Londyn w ośmiu megapixelach

 

Od długiego czasu marzą nam się porządne wakacje. Wiecie – Fuerta, Włochy, Egipt, Bułgaria, kto co lubi… Do tego upał, plaża, leżak, drink z palemką i 7-dniowy chill z dala od codzienności. Sami nie wiemy, dlaczego zawsze, kiedy mamy wolne, wolimy jednak odwiedzić rodzinę lub znajomych albo zainwestować w dom. Rodzina… tak się złożyło, że z mojej, jak i Magdy strony najbliższa rodzina mieszka w Anglii. Tak… nie było tam ani upałów, ani pogody i z drinkami z palemką też nikt nie czekał, ale czas spędzony z bliskimi nam to wynagrodził. Oprócz rodzinnych obiadków i pogaduszek mieliśmy świetną okazję, żeby pozwiedzać, w końcu byliśmy w kraju Królowej, a do tego w samym Londynie. Co prawda na zwiedzanie mieliśmy jeden dzień i średnią pogodę, ale co tam. Na prawdziwe zwiedzanie jeden dzień to stanowczo za mało. Stwierdziliśmy jednak, ze skoro jesteśmy, to trzeba się ruszyć i spalić trochę kalorii, które nazbieraliśmy na rodzinnych obiadkach, a przy okazji porobić trochę zdjęć na pamiątkę.
I tak jak uwielbiamy robić sobie zdjęcia, tak samo nie lubimy brać ze sobą naszych aparatów, których używamy na co dzień do pracy. Nie zrozumcie nas źle, na ślubach kochamy naszą 25 kilową walizkę, w której mamy gadżety na każdą okazję czy też potrzebę. Nawet bez walizki sam aparat to spory ciężar, który trzeba dodatkowo pilnować, a w razie czego nie ma z im co zrobić. My zawsze wyznawaliśmy zasadę, że nie aparat robi zdjęcia tylko człowiek. Także dla nas najlepszym i najwygodniejszym narzędziem do robienia zdjęć jest nasz telefon.
Zobaczcie co udało nam się ustrzelić 🙂